Puszatek.pl

ZWIERZAKI DO ADOPCJI

luluś_photo

LuluśMiasto: Zielona Góra

Kiedy położy pyszczek na Twojej dłoni, zamiera świat, a on zastyga w bezruchu. Możliwe, że chce zatrzymać czas i uwierzyć, że właśnie odnalazł spokój duszy. Przytula swój zimny nos do gorącej ludzkiej dłoni, jakby chciał zatopić w nią rozdział własnej historii, by ktoś zrozumiał jego krzywdy. A może szuka odpowiedzi w ludzkich liniach papilarnych. Tych jedynych, niepowtarzalnych, które zapisały drogowskazy, by przemierzyć drogę do jedynego serca. Niestety utknął w labiryncie, w którym odnajduje go tylko schroniskowa samotność. Tuż za ścianą słychać tylko orkiestrę złamanych bezdomnych serc. Pojawił się z dnia na dzień. I stał się kolejnym Panem Nikt. Numerem w ewidencji, z adnotacją "zero telefonów". Z życiem skruszonym w ulotny pył. Podnosząc jego głowę, próbując spojrzeć w jego oczy, zanurzysz wzrok niekończącą się studnię cierpienia i bólu. Nie doszukasz się w niej dna. Im głębiej w nie spojrzysz, tym poczujesz rozpacz straconego na zapomnienie psa. Wyłowisz tylko przetarte schematy "stary, schorowany, nikomu niepotrzebny pies..." Gdyby telefon schroniska mógł odbierać połączenia tylko w jego sprawie, nigdy nie poznalibyśmy, jak brzmi jego dźwięk. Świat stałby się w cichy, bo jego życie to już tylko praktycznie sam cień. ​ Luluś się poddał. Wegetuje z dnia na dzień. Godzi się zrezygnowany na schroniskowe schematy. Rano się budzi, ale jego ogon nadal śpi. Nie merda na powitanie. Śniadanie, które nigdy nie smakuje przez smutne odbicie na dnie miski. Je, bo jeść musi. Potem jest spacer, który nie cieszy, bo przecież jego koniec zawsze jest taki sam. Obraz bramy schroniska, która pochłania go każdego dnia. Odgradza od szczęśliwego życia. Resztę dnia przesypia skulony w kłębek, gdzie jedyny bliski mu dotyk, pochodzi z jego własnego ciała. Sierść muska własna sierść. Potem noc... zawsze jest tym samym koszmarem. I chociaż nadchodzi kolejny poranek, nie budzi go nic do życia. Luluś jest starszym psem (ma minimum 10 lat), który trafił do nas w opłakanym stanie. Miał wyłysienia, chorobę skóry. Dzisiaj cierpi też na problemy z wątrobą i wzrokiem... no i serce, wszystko wskazuje na to, że jest złamane i nigdy się już nie zrośnie. Nie dokucza, nie jest głośny, nie jest agresywny... jest bez ostatniej szansy. Chyba, że jesteś nią właśnie Ty?
PłećON Wiek10 lat Wielkośćśredni
kolec_photo

KolecMiasto: Zielona Góra

Na górze róże, na dole fiołki… Kolec jak nie aportuje, to robi fikołki! Pokonuje przeszkody życia od sześciu lat, jednak od trzech - bezskutecznie, próbuje uwolnić się z bezdomnego życia. Porzucony, przywiązany smyczą do drzewa. Nie wygrał z uwięzią, właściciel odszedł nie obracając się za siebie. Serce nie drgnęło, a Kolec spojrzeniem się żegnał, nie mrugnął zanim nie stracił go z oczu. Wierność przysięgał na słowo honoru. Dzisiaj książę naszego schroniska. Piękny, dostojny, urzekający, a jednak bez władzy nad swym własnym życiem. Każdy człowiek mijający jego boks, pozostaje królem jego losu. „Bramy” więziennego boksu wciąż pozostają zamknięte z nim w środku. Zamknięte pozostaje także jego serce. Bezużyteczne dla innych, bije dla samego siebie. Najgłośniej w samotne noce. Piękna i gęsta sierść, postura niczym niedźwiedzia. Zdrowy, wspaniały pies, z którym nie gra nuda. Ruchu pragnie za dwóch, sił ma za trzech, goni stracony czas, każdą minutę na „kwadracie” codziennej niewoli. Kolec to partner do wyzwań. Do pokonywania kolejnych granic. Cel jest po to, by do niego sięgnąć, a nie to tylko wytwór dalekich marzeń. 30 km dogtrekking, Kolec zaliczył bez najmniejszego problemu. Niekończące się aportowanie? Gonitwy za piłką i frisbee pochłaniałby najlepiej na śniadanie. I mógłby tak bez przerwy, od świtu do nocy. Jakby za minutę w boksie, chciał dwoma minutami biegu nadrobić. Stracony czas załatać wydzielonymi mu chwilami złudnej wolności. Skoki, fikołki, piruety – to codzienna akrobatyka na wybiegu. Nie spać – biegać! Wyczytasz z jego błyszczących oczu. Kolec to rycerz, twardy zawodnik. Walczy ze sobą, żeby się nie poddać. Walczy z rzeczywistością, bo nie chce się na nią zgodzić. Szuka radości, chwil ukojenia, swobody, zabawy, ogona, który merda, bo głowa nie pamięta o kratach przed oczami. Szukamy dla niego domu, gdzie aktywność to codzienność, gdzie przyjaźń z psem jest dłuższa niż smycz, którą przypięto go do drzewa. Bez małych dzieci i bez kotów. Potrafi tolerować psy, ale nie będzie na pewno psem uległym.
PłećON Wiek6 lat Wielkośćduży
kolec_photo

KolecMiasto: Zielona Góra

Na górze róże, na dole fiołki… Kolec jak nie aportuje, to robi fikołki! Pokonuje przeszkody życia od sześciu lat, jednak od trzech - bezskutecznie, próbuje uwolnić się z bezdomnego życia. Porzucony, przywiązany smyczą do drzewa. Nie wygrał z uwięzią, właściciel odszedł nie obracając się za siebie. Serce nie drgnęło, a Kolec spojrzeniem się żegnał, nie mrugnął zanim nie stracił go z oczu. Wierność przysięgał na słowo honoru. Dzisiaj książę naszego schroniska. Piękny, dostojny, urzekający, a jednak bez władzy nad swym własnym życiem. Każdy człowiek mijający jego boks, pozostaje królem jego losu. „Bramy” więziennego boksu wciąż pozostają zamknięte z nim w środku. Zamknięte pozostaje także jego serce. Bezużyteczne dla innych, bije dla samego siebie. Najgłośniej w samotne noce. Piękna i gęsta sierść, postura niczym niedźwiedzia. Zdrowy, wspaniały pies, z którym nie gra nuda. Ruchu pragnie za dwóch, sił ma za trzech, goni stracony czas, każdą minutę na „kwadracie” codziennej niewoli. Kolec to partner do wyzwań. Do pokonywania kolejnych granic. Cel jest po to, by do niego sięgnąć, a nie to tylko wytwór dalekich marzeń. 30 km dogtrekking, Kolec zaliczył bez najmniejszego problemu. Niekończące się aportowanie? Gonitwy za piłką i frisbee pochłaniałby najlepiej na śniadanie. I mógłby tak bez przerwy, od świtu do nocy. Jakby za minutę w boksie, chciał dwoma minutami biegu nadrobić. Stracony czas załatać wydzielonymi mu chwilami złudnej wolności. Skoki, fikołki, piruety – to codzienna akrobatyka na wybiegu. Nie spać – biegać! Wyczytasz z jego błyszczących oczu. Kolec to rycerz, twardy zawodnik. Walczy ze sobą, żeby się nie poddać. Walczy z rzeczywistością, bo nie chce się na nią zgodzić. Szuka radości, chwil ukojenia, swobody, zabawy, ogona, który merda, bo głowa nie pamięta o kratach przed oczami. Szukamy dla niego domu, gdzie aktywność to codzienność, gdzie przyjaźń z psem jest dłuższa niż smycz, którą przypięto go do drzewa. Bez małych dzieci i bez kotów. Potrafi tolerować psy, ale nie będzie na pewno psem uległym.
PłećON Wiek6 lat Wielkośćduży
pusia_photo

PusiaMiasto: Zielona Góra

Kto wie, ile by jeszcze trwał ten koszmar, gdyby pogotowie nie zabrało jej właściciela. Jej ciało pokrywała jedna wielka skorupa. Sierść wymieszaną z roztoczami, od których pracownik schroniska dostał uczulenia. Im dalej cięliśmy, tym więcej znajdowaliśmy. Zapach amoniaku nieustannie nam towarzysz. Była ziemia, były odchody, była rozpuszczona czekolada w uchu. Cięliśmy wszystkim. Maszynką, nożycami, nożyczkami do bandaży, a nawet nożem do tapet. Trzy osoby i ponad dwie godziny walki. Przed strzyżeniem ważyła prawie 19 kg, po ściągnięciu z niej "zbroi" o 3 kg mniej. Mieliśmy już wiele przypadków zakoltunionych psów, ale żaden jeszcze nie był tak ciężki do ostrzyżenia. Myśleliśmy, ze ma uszkodzone oko, a to ogromny dred ciągnął w dół powiekę. Ulga nastąpiła natychmiast po jego odcięciu. Pusia zniosła zabieg dzielnie. Także następny, u groomera. A z każdym dniem pokochała nas wszystkich, rozkochała każdego, bez wyjątku. Sunia, która była obrazem obojętności człowieka, przykładem wielomiesięcznych zaniedbań, z dnia na dzień stała się przyjaciółką ludzi, gotową kochać natychmiast, przyjmować wszystkie czułości od razu. Uwielbia bliskość, spacery, zabawy. Będzie idealna dla każdego, kto tak jak ona, potrafi dzielić się swym sercem. Pusia ma ok. 7 lat. Jest średniego wzrostu, ma kilka kg nadwagi, jednak jej energia i chęci do ruchu, u boku aktywnego opiekuna, szybko powinny pozbyć się jej "tłuszczyku"
PłećONA Wiek7 lat Wielkośćśredni
rózio_photo

RózioMiasto: Zielona Góra

Rózio, ty jesteś jak odnaleziony po latach powód do uśmiechu, a zarazem codziennie wskazujesz drogę do oceanu pełnego łez, z żalu, ze nikt Cię nie chce. Świat stanął na głowie, odmawiając sobie takie przyjaciela. Chciałoby się przeprosić Ciebie za te wszystkie stracone dni, kiedy zawiódł Cię człowiek, a żaden w zamian wynagrodzić Ci tego nie chce. Żaden, ani jeden wśród 7 miliardów ludzkich serc na tej Ziemi. Wszystkie zamknięte są na Ciebie. Za mało życia przed Tobą, a za dużo "przepraszam" przed nami, byś mógł uwierzyć, jak bardzo nam żal, że schronisko to Twój ostatni dom, chociaż pierwszego nigdy nie miałeś. Nikt z nas nie wynalazł wehikuł czasu, by cofnąć zegary, aż do tamtych dni, gdy byłeś malutki i młody, kiedy jeszcze ktoś by Cię chciał. Nikt nie wypomniałby Ci wieku, wielkości. Kiedyś by nie wypominali, a dzisiaj nikt Cię nie wspomina, mijając boksy w naszym schronisku. Rózio, nasz papciu poczciwy, co smutek mieszasz z serdecznością. Jesteś jak nikomu nieznany Pan, co po prostu chciałby się na chwilę przy każdym zatrzymać, przywitać, przysiąść i podzielić życzliwością. Ale nie znaleźliśmy dla Ciebie przydomowej ławeczki i posłanka spokojnej starości, w którym odbiłbyś swe zmęczone łapki od przeszłości pełnej krzywd. Rózio, łakomczuszku podjadku najdroższy, co wciągasz łapczywie powietrze, kiedy wyciągamy do Ciebie rękę. Z brzuszkiem bez dna, z niekończącym się apetytem. A potem patrzysz ze smutkiem zmieszanym ze zdziwieniem, że jakieś bez smaku te zjedzone powietrze. A przecież Twoje życie, to dopiero jest bez smaku. Bez słodkości, bez przepychu, bez bombonierki pełnej niespodzianek. Rózio, co możemy Ci jeszcze rzec? Do jutra, do za tydzień...do końca Twoich dni... będziesz miał nas i nikogo i nic więcej. Kochani bardzo prosimy Was o dom dla starszego, cudownego psa, który ujmuje każdego swym charakterem. Mimo swojej wielkości jest bardzo kruchy, zagubiony i uległy. Nie odnajduje się w zgiełku schroniska. Jest z tych, co muchy by nie skrzywdził, chyba, że przez przypadek, jakby znowu próbował zjeść ciastko z powietrza. Rózio nie wykazuje agresji do nikogo, ma około 10 lat, a może i więcej, lubi spacerki, w swoim tempie. Nigdzie mu nie śpieszno, bo po co, skoro na końcu jego przygody, zawsze czeka go schronisko. Prosimy, nie zrażajcie się jego wiekiem. Na bycie najlepszym przyjacielem, nigdy nie jest za późno.
PłećON Wiek10 lat Wielkośćduży
gin_photo

GinMiasto: Zielona Góra

Gin trafił do nas z Sycowic, gdzie Pani, która dokarmiała kociaki zauważyła jego bardzo mocno spuchniętą łapkę. Chłopaczyna w momencie trafienia był bardzo obolały. Chłopak przez długi czas zmagał się z problemami zdrowotnymi, jednak na chwilę obecną już jest zdrowy. Gin trafił do nas przerażony światem. Bał się dotyku, kontaktu, paraliżowała go każda styczność z człowiekiem. Trafił więc do Domu Tymczasowego. W owym domu przez wiele dni przerażony przebywał pod łóżkiem i panikował w kontakcie z człowiekiem. Ewidentnie nie doznał jeszcze nigdy prawdziwego ciepła domowego. Po regularnej pracy Gin się otworzył i zrobił ogromne postępy. Już się ośmielił i samodzielnie zaczyna inicjować kontakt. Jeszcze nie jest w pełni pewny co go czeka od strony dwunożnego, lecz widać po nim, że zmienia zdanie na temat ludzi. Gin powoli staje się prawdziwym królewiczem, który przestaje spać na podłogach a zaczyna wspinać się na łóżka i na miękkiej pościeli zasypia. Gin mieszka na tą chwilę z innymi kotami i nie ma większego problemu w kontaktach z innymi kociakami. Rezyduje również z psem i szczurami. O tyle o ile do psa ma dystans, tak szczury go nie interesują wcale. Gin pięknie się otwiera i pokazuje jaki to z niego fajny kocurek, a zarazem dorodny król, który sam wyznacza pory głaskania oraz to co zje. Tak, Gin to żarłok, ale wybredny żarłok, jak na kota z królewskiego rodu przystało :) Dlatego też poszukujemy dla Niego domu stałego, który zaopiekuje się i dalej będzie kontynuował pokazywanie ludzi w pozytywnym świetle.
PłećON Wiek4 lata Wielkość-
ulcia_photo

UlciaMiasto: Zielona Góra

Ulka trafiła do nas potrącona z ul. Grabowej w Raculi. Mała od samego początku przebywała w lecznicy. Jej pobyt tam trwał niestety bardzo długo, przeszła liczne zabiegi, w tym drutowanie żuchwy. Jest bardzo silną i cierpliwą koteczką. Ulcia jest przefantastyczną damą, która w momencie zauważenia nowej osoby na horyzoncie ukrywa się i z bezpiecznej kryjówki ocenia, czy jest bezpiecznie i nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo. Koteczka ewidentnie została kiedyś dotkliwie skrzywdzona, przez co każdy nieznany człowiek napawa ją lękiem. Dopiero w momencie gdy zaufa pokazuje jaki ogrom miłości w niej drzemie i ile potrafi czułości dać zaufanej osobie. Mała wtedy podąża jak cień za opiekunem i ani myśli go zostawić. Gdy tylko nadarzy się okazja wdrapuje się na kolana i głośno pomrukuje. Nie ma w niej cienia agresji, na sytuacje stresowe reaguje ucieczką w bezpieczne miejsce. Uwielbia zabawki, w szczególności te z piórkami, jak i kolorowe myszki które może do woli tarmosić, gryźć, tulić i rzucać. Jak na prawdziwą damę przystało wie też gdzie powinna załatwiać kocie sprawunki i nie ma z tym najmniejszego problemu. Nie należy też do malutkich kociąt, a co za tym idzie- etap niekontrolowanego gryzienia i drapania wszystkiego co popadnie ma już za sobą, natomiast przed sobą jeszcze wiele lat kociego życia, którego nie powinna spędzić w schroniskowej klateczce. Nie rozumiemy dlaczego tak idealna koteczka została sama i musi kolejne miesiące spędzać w schronisku, czemu przez to, że ktoś ją skrzywdził i ma traumę musi dalej znosić brak obecności tego jedynego człowieka, dla którego będzie całym światem. Ulcia z każdym dniem staje się coraz smutniejsza, coraz bardziej traci nadzieję na to, że w końcu ktoś ją pokocha. Może to właśnie TY szukasz właśnie tak cudownej koteczki, która odda swoje serduszko w zamian za bezpieczeństwo i miłość, której nigdy nie doznała? Może to właśnie na CIEBIE czeka Ulka?
PłećONA Wiek8 lat Wielkość-

Puszatek.pl wspiera bezdomne zwiarzaki, m.in. takie jak kot i pies w znalezieniu domu, przeważenie tym które przebywają w schronisku. Niesiemy pomoc, aby połączyć zwierzaka z nowymi właścicielami.